niedziela, 29 stycznia 2012

Sabat czarownic


W mroźny wieczór dotarłam na ul. Zieleni we Włosienicy. Tato mnie przywiózł za namową mamy, która martwiła się, że za bardzo zmarznę. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi, nie czekałam długo na ich otwarcie. Dziewczyny powitały mnie z uśmiechem. Długo czekałyśmy na ten wieczór. Każda z nas ma swoje tempo życia, ale w takie noce jak te ono się nie liczy. Ważna jest przyjaźń i zaufanie.







Czas nie jest przyjacielem. Słaba głowa może też nie. Ważna jest chwila obecna i wasze istnienie – dziękuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz